Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka

"Jeśli będziesz naśladował Maryję, jeśli będziesz stawał się coraz bardziej do Niej podobny, wówczas Jezus będzie mógł na miarę twojego oddania ukochać cię taką miłością, jaką Ją ukochał"
ks. T. Dajczer "Rozważania o wierze"

U PROGU DNIA - KTÓRĘDY DO NIEBA

U PROGU DNIA” w Radiu Katowice – Środa – 22. 09. 2021 r., g. 6.15 – ks. Stefan Czermiński
(Środa – 25 tygodnia zwykłego; Czyt.: Ezd 9, 5 – 9; Łk 9, 1 – 6.)

ZAPYTAJMY MATKI CZACKIEJ: – KTÓRĘDY DO NIEBA ?

Szczęść Boże – wszystkim!

W ostatnio prowadzonych rozmowach z różnymi ludźmi zauważyłem, że wielu głęboko przeżyło beatyfikację Prymasa Tysiąclecia i Matki Róży Czackiej. „Pasują do naszych czasów!” – podkreślali z przejęciem. Zgadzam się całkowicie, ale równocześnie próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie, co najbardziej nas w nich urzeka? W jakiej biedzie, która nas niepokoi, a niekiedy nawet przeraża, stają oni przy nas, aby napełnić nas otuchą i przeprowadzić przez okres ciemności?

Wydaje się, że przede wszystkim uderza ich wewnętrzna wolność i spokój ducha, jaki zachowują w bardzo trudnych okolicznościach.

Prymas, gdy był więziony, dał wspaniałe świadectwo swej godności i wolności wewnętrznej, nierzadko okraszonej nawet poczuciem humoru, choć w każdej chwili mógł przecież zostać zamordowany!

Czyż nie jest to wyraźne przesłanie dla nas dzisiaj, gdy pandemia skazuje nas często na dramatyczną izolację, a nawet łączy się nierzadko ze śmiertelnym zagrożeniem?

Podobnie u Matki Czackiej spotykamy się z ogromnym hartem ducha. Gdy tracąc wzrok, stała się zależna od wszystkich, pozwoliła się w taki sposób poprowadzić Bożej Opatrzności, że jej osobista tragedia okazała się początkiem narodzin wielkiego dzieła, które do dzisiaj przywraca wolność imponującej liczbie ludzi ociemniałych!

Postawmy jednak kolejne, jeszcze ważniejsze pytanie: Gdzie bije źródło owej wewnętrznej wolności?

Odpowiedź znajdziemy w dzisiejszej Ewangelii (Łk 9,1 – 6), która mówi o tym, jak to „Jezus przywołał Dwunastu i dał im Swą moc, przekazując władzę nad złymi duchami, a także władzę leczenia chorób.”

Czegóż nam więcej potrzeba do tego, aby poczuć się naprawdę wolnymi wewnętrznie?

Wszak tu na ziemi przeważnie boimy się dwóch rzeczy: zagrożenia ciała i zagrożenia ducha. Naszemu ciału zagrażają choroby, a naszej duszy grożą demony. Czy zatem można więcej otrzymać, niż te dwa boskie lekarstwa: dar uzdrawiania i dar wypędzania złych duchów?

Zauważmy jednak, że Jezus, tuż przed wysłaniem Uczniów, zaznaczył, aby „nie brali nic na drogę: ani laski, ani torby, ani chleba, ani pieniędzy!”. Dlaczego tak uczynił? Ponieważ chciał ich zachęcić, aby czuli się wolni i bezpieczni – bo On sam będzie ich chronił, karmił i ubierał, a przede wszystkim będzie przez nich działał: będzie uzdrawiał i pocieszał! Aby to się stało - potrzeba tylko jednego! Potrzeba ich wiary! Wiary w Jego troskliwą miłość! Apostołowie uwierzyli i... poszli! I rzeczywiście doświadczali Bożej Opieki. Oglądali wielkie cuda. Jezus faktycznie ich nie opuścił!

Wsłuchując się w ten tekst, nietrudno spostrzec jak bardzo nasi bohaterowie pasują nie tylko do naszych czasów, ale także do czasów Ewangelii. Dzięki swej wierze po prostu stają w jednym szeregu z Apostołami!

Przychodzi mi na myśl historia zaaresztowania Prymasa (ciekawe, że akurat mija niemalże dokładnie 68 rocznica tego wydarzenia!). Była noc. Prymas nie wystraszył się jednak smutnych panów, którzy przyszli po niego o tak późnej porze, lecz nawet opatrzył i zabandażował rękę tajniaka, którego ugryzł broniący Prymasa pies. Prymas nie lękał się! Czuł się wolny! Uważnie przyglądał się wszystkiemu, aby pomagać; aby opatrywać rany... Miał rzeczywiście władzę nad złymi duchami i chorobami!

Matka Róża Czacka również żyła wiarą w troskliwą Miłość Jezusa, bo czyż mogłaby w innym wypadku powiedzieć te szokujące słowa? „Tak jak doktor Bolesław Gepner, był moim wielkim dobroczyńcą, tak największym moim szczęściem jest to, że zostałam niewidomą. Cóż by ze mnie było, gdyby nie to kalectwo? Jakie byłoby moje życie bez niego?” *

Matka Czacka otrzymała, jak twierdzą świadkowie, całą obfitość darów. Jednym z największych było zrozumienie tajemnicy krzyża. To dlatego właśnie wprowadziła tak oryginalne pozdrowienie w codzienność Lasek: Przez krzyż! – do Nieba! Na hasło przechodzącej siostry, czy niewidomego: Przez krzyż! – odpowiadało się: Do Nieba!

Kiedyś Matka zanotowała w swoich zapiskach taką niezwykłą wypowiedź: „Obecnie żyję znowu w obecności Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Czuję Go nad sobą. Widzę Go oczami duszy pośród ludzkości. Płynie z Niego krew na cały świat. Spływa moc Bóstwa Jego, a ludzie tego nie widzą! Nie zdają sobie z tego sprawy […], że Pan Jezus jest ciągle wśród nas obecny, że Jego męka wciąż trwa, jako niekrwawa Ofiara Mszy św., z której ciągle, bez ustanku, spływają na ludzkość wielkie łaski. […] Jednak u stóp Ukrzyżowanego nie możemy być bezczynni. Pan Jezus nie tylko chce rozważania Jego męki, nie tylko rozczulania się nad Nim […], ale chce, byśmy wraz z Nim ratowali dusze! Chce, byśmy używali Jego krwi Przenajświętszej dla zmywania grzechów naszych, grzechów naszych bliskich, grzechów naszych nieprzyjaciół i grzechów całej ludzkości. […] Trzeba dawać się przenikać temu Bóstwu. Trzeba dać się przeniknąć tej krwi. Trzeba nasiąknąć nią. Ofiarować ją trzeba Bogu za siebie, i za całą ludzkość!” (Notatki, str. 236 i nn.). Czy nie słychać w tych słowach echa Koronki do Miłosierdzia Bożego?

Trzecim pytaniem, które każdy powinien sobie postawić, jest pytanie, czy nie powinniśmy przyjąć tego hasła za swoje. Przez Krzyż – do Nieba! Czy to do nas nie pasuje!? Hasło to jest Boskim prezentem dla Ciebie, abyś przyjaźniąc się z naszymi nowymi Błogosławionymi, coraz bardziej czuł się wolny wewnętrznie! Tak jak Oni! Ażebyś coraz bardziej cieszył się myślą, że dojdziesz kiedyś „Przez Krzyż do Nieba!” Dobrego dnia! – ks. Stefan Czermiński

 

-------------------------------

* Doktor Bolesław Gepner, po wielotygodniowych konsultacjach, nie zostawił Róży Czackiej żadnych złudzeń co do jej wyzdrowienia („Wzrok jest na zawsze stracony!” – powiedział.). Natomiast zaraz ją zachęcił, aby, zamiast rozczulać się nad sobą, zajęła się ociemniałymi, którzy – trafiając zwykle na ulicę – stawali się bezdomnymi żebrakami, bo nikt w tamtych czasach nie chciał się o nich zatroszczyć. Ludzie bali się i wstydzili ślepoty; nie wiedzieli zupełnie jak pomagać ociemniałym. Uznawali to za napiętnowanie, równe niemal chorobie trądu.


© Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka


Our website is protected by DMC Firewall!