Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka

"Każda chwila twojego życia to moment spotkania z tą miłującą cię Obecnością"
ks. T. Dajczer "Rozważania o wierze"

Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015

 Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015
 Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015  Rekolekcje letnie - Małe Ciche 2015     

Świadectwo Kacpra z rekolekcji

Tegoroczne rekolekcje w Małym Cichym  były pierwszymi „wyjazdowymi”  rekolekcjami w życiu, zarówno dla mnie jak i dla mojej żony. Nie mamy też przeszłości oazowej ani pielgrzymkowej. Informację znaleźliśmy na plakacie w gablotce parafialnej już przy okazji rekolekcji organizowanych w 2014r. Planowaliśmy wtedy wziąć w nich udział, ale jakoś tak chyba bez przekonania. Widać nie byliśmy na nie jeszcze wtedy gotowi. W tym roku, zapisaliśmy się. Byliśmy przekonani, że są organizowane przez naszą parafię. Z jednej strony było duże pragnienie spotkania,

poznania rodzin z naszej parafii dla których wiara jest ważna, z drugiej  strony były obawy, bo nie mieliśmy pojęcia na co się piszemy. Wygrało pragnienie wyjścia do ludzi.

Jakież było nasze zdziwienie, gdy zadzwoniliśmy pod wskazany na plakacie numer, aby dowiedzieć się troszkę więcej szczegółów, i okazało się, że organizatorem rekolekcji jest Ruch Rodzin Nazaretańskich. Od razu włączyły się wątpliwości – że jak organizatorem jest Ruch no to wszyscy się znają, no a my nie jesteśmy z tego Ruchu to będzie nam się ciężko zasymilować. Czy to na pewno dla nas? Itd. No ale postanowiliśmy nie przejmować się wątpliwościami i nie panikować, przecież skoro jest napisane na plakacie, że zapraszają, no to na pewno zapraszają?

Potem, w czerwcu pojechaliśmy na wakacje z rodzicami żony. Mamy trójkę synów w wieku  5 lat, 3 lata i 7 miesięcy i  nie do wyobrażenia było ogarnięcie ich bez pomocy rodziców. Po powrocie, zaczęliśmy się realnie zastanawiać czy nie odwołać naszego uczestnictwa w rekolekcjach. Czy my w ogóle damy radę skorzystać  z czegokolwiek, gdy nie będziemy mieli do pomocy rodziców? Przecież z dziećmi zdążyć gdziekolwiek na określoną godzinę to jakaś abstrakcja !!! itd. itd. Zaczęły pojawiać się absurdalne myśli, że takich „niezorganizowanych” rodziców z bandą rozkrzyczanych dzieciaków to „oni” tam nie będą chcieli. Ale nie daliśmy się zniechęcić „życzliwym głosom” w naszych głowach i postanowiliśmy – jedziemy, niech się dzieje. Chcemy tam być, i jak Pan Bóg rozniecił w nas to pragnienie, to na pewno nas nie zostawi i pomoże nam na miejscu.

Po przyjeździe na miejsce, zgłaszamy się do domu bazowego. Wszyscy uśmiechnięci i życzliwi, dostajemy obiad, a potem instrukcje w którym domu zostaliśmy zakwaterowani. Oczywiście numer nic nam nie mówi, więc dostajemy dodatkowe instrukcje „Pierwszy dom za kościołem, tam gdzie będzie biegało pełno chłopców takich jak wasi, to tam”. Alleluja! jesteśmy uratowani - pomyśleliśmy. Na miejscu wita nas gospodyni oraz „Pan” Sławek z „Panią” Kasią – animatorzy domu. Tłumaczą w skrócie co gdzie jest, co o której się dzieje itd. Pokój i cały dom, rewelacja! Po chwili nasze dzieciaki biegają już z nowymi kolegami, i praktycznie można o nich zapomnieć, a my rozpoczynamy rozpakowywanie. Jak tylko kończymy, to już pora do kościoła – tak będzie już do końca rekolekcji. Pozornie nieustanna gonitwa, ale wszystko będzie się zazębiało i idealnie zgrywało w czasie.
To co działo się we mnie, ze mną i wokół mnie podczas tych rekolekcji ciężko opisać. Na mnie największy wpływ miał czas podczas grup dzielenia. Bóg jakoś po swojemu  tak nas podobierał w grupę, że wytworzyła się wśród współdzielących taka intymna atmosfera, że pomimo, że nie znaliśmy się przecież w ogóle, to potrafiliśmy sobie zaufać i otworzyć nasze serca.

W słowach współdzielących mężczyzn rozpoznawałem swoje lęki , obawy, słabości i potrzeby.  To było niesamowite, jakby ktoś nazywał po imieniu to co ja w głębi duszy czułem, a nie potrafiłem wyrazić, nazwać. W słowach kobiet widziałem moją żonę,  umęczoną, niedocenioną, a jednocześnie nieustannie kochającą mnie i dzieci ponad siebie. Słowa mojej żony, jej otwarcie rozłożyły mnie na łopatki, płakaliśmy obydwoje jak dzieci, a ja praktycznie za każdym razem gdy chciałem coś powiedzieć, musiałem powstrzymywać drżenie głosu. Tak, Duch Święty hulał wśród nas bardzo intensywnie.

Dużo też nam dało „nieme” świadectwo innych rodzin. Wśród uczestników rekolekcji widzieliśmy siebie sprzed paru lat, kiedy mieliśmy tylko Józia. Widzieliśmy „świeżo upieczonych” rodziców takich jak my kilka lat temu, którym wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka świat wywrócił się do góry nogami, próbujących się jakoś w tym odnaleźć.  Ale i takich rodziców, którzy pomimo, a może właśnie dzięki temu, że posiadają „mnóstwo” dzieci, są uśmiechnięci, pełni spokoju, pokoju i miłości. Patrząc na nich, czułem się zawstydzony, jak niewiele potrzeba żeby mnie wyprowadzić z równowagi. Obserwując, i niejako żyjąc wśród jednych i drugich, uświadomiliśmy sobie jak długą drogę już przeszliśmy jako rodzina i jaki pokój możemy osiągnąć opierając nasze życie na Bogu.

Od rekolekcji minęło już trochę czasu. Patrząc wstecz, czas w Małym Cichym kojarzy mi się z ciągłą gonitwą aby nadążyć nad programem dnia, a jednocześnie, nie pamiętam kiedy czułem taki spokój wewnętrzny. Nikogo nie znaliśmy, a praktycznie od samego początku czuliśmy się jak wśród swoich. Był to wspaniały czas, podczas którego dowiedziałem się wiele o sobie, o mojej żonie, ale przede wszystkim o miłości Boga do człowieka. Wszyscy jesteśmy tacy sami, mamy te same lęki i pragnienia, i wszystkich nas Bóg kocha tak samo - niezależnie na jakim etapie naszej miłości do Niego my sami jesteśmy – warto było wyjechać, aby to sobie uświadomić.


Kacper


© Ruch Rodzin Nazaretańskich - Archidiecezja Katowicka


DMC Firewall is a Joomla Security extension!